11292868_941406772547793_1505084361_n

Juwenaliowy Space.R z LemONem

2015/05/22

Jared Leto, wokalista 30 Seconds to Mars, miał niegdyś powiedzieć, że jeżeli przyjdzie mu zostać bożyszczem nastolatek, to popełni samobójstwo. Zawsze zastanawiał mnie fakt, iż płeć piękna jest bardziej skora do dziwnych i fanatycznych zachowań względem ubóstwianych przez siebie zespołów. Prawdopodobieństwo to znacznie wzrasta, gdy front jest niezwykle reprezentatywny wizualnie, a co gorsza zdaje się odwzajemniać miłość do swych fanów i szczodrze to potwierdza, sypiąc deklaracjami jak z rękawa. Oczywiście nie jest to regułą, zdarzają się także męskie przypadki noszące przy tym niezbyt chlubną nazwę: fanboy. Dlatego piski, wrzaski i histeryczne zachowania każdemu miłośnikowi muzyki koncertowej są niestety dobrze znane. Instrukcja postępowania: trzeba zacisnąć zęby, powstrzymać się od bicia i po prostu przywyknąć.

IMG_142855535123968f4.jpgWydaje mi się, że zespół LemON należy do twórców, których rzesza fanów to w znacznej części dziewczęta. Utwierdziła to przekonanie publiczność przybyła na ich juwenaliowy koncert. Dlatego spodziewałam się obrazków opisanych powyżej. Na szczęście, ku mojemu zadowoleniu, nie odnotowałam żadnych podobnych zachowań. Wydaje mi się (i mam nadzieję, że muzycy Space.R to odczuli), że tłum przywitał support ciepło i z klasą wytrzymywał czas oczekiwania na Igora Herbuta i spółkę.

IMG_14455553512844f85.jpgZ niewielkim opóźnieniem na scenie pojawiła się krakowska grupa Space.R. Z ukontentowaniem zauważyłam, że tym razem na supporcie zgromadziło się sporo osób. Kolektyw jest sekstetem, więc zapowiadało się obiecująco. Muzycy zaprezentowali swój materiał, który zarejestrowali na EPce Single drop. Kompozycje są bardzo dobre, jednak czegoś mi brakowało podczas tego występu. W tym przypadku frontem był nie tylko wokalista, ale i wszyscy trzej gitarzyści (tak, basista to również gitarzysta). Szczególne pochwały należą się właśnie im. Bardzo szybko skupiłam się właśnie na nich, bo wokalista całkowicie nie przykuwał mojej uwagi. Nie wiem, czy winne temu było zmęczenie, czy po prostu brak obycia ze sceną. Maciej Bączyk jest sprawnym wokalistą, niestety nie wykazał się zupełnie sceniczną charyzmą. Publiczność również trzymała pewnego rodzaju dystans. Mimo że obecne były głównie dziewczęta, sześciu chłopa nie dało rady porwać je do tańca. Może lepiej na ich miejscu odnalazłby się środowy support Braci Figo Fagot – O.Torvald. Deklarowali ponoć, że do Polski przyjechali dla pięknych kobiet. Jak się okazuje, dziewczęta są bardzo wymagającą publicznością.

IMG_145255535129a8bd8.jpgPrócz tego naprawdę nie ma do czego się przyczepić. Space.R oprócz swoich numerów, takich jak: Not Alone, Single Drop czy Sleeping Awake, zagrali również jeden cover – Time is running out zespołu Muse. Dzięki niemu akurat u mnie zaplusowali, bo uwielbiam ten zespół. Zmierzenie się z genialnym wokalem Matta Bellamy’ego to nie lada wyzwanie, któremu Maciej Bączyk sprostał. Na szczęście w drugiej połowie koncertu przybyło znacznie więcej ludzi i chętniej podrygiwali w rytm muzyki. Gdy ich czas się skończył, publika poprosiła o bonusowy numer, jednakże muzycy zdecydowali się jedynie na koncertowe selfie z tłumem. W dalszym ciągu budzi to niezwykły entuzjazm publiki. No i jakim genialnym zdjęciem grupa może pochwalić się potem na fejsie!

IMG_1436555351256d0c4.jpgGdy młody zespół zszedł ze sceny na mikrofonie pojawiła się flaga łemkowska – znak rozpoznawczy zespołu LemON. Podczas obowiązkowej przerwy technicznej prawie nikt spod sceny nie ruszył się z miejsca. Dało się wyczuć wyczekiwanie na gwiazdę wieczoru. W tym momencie muszę się do czegoś przyznać. Gdy wybierałam się na koncert zespołu, miałam mieszane uczucia. Miłośniczką kolektywu nie jestem, ich muzyka dla mnie zawsze była mdła i komercyjna, a teksty o jednym i tym samym. Po koncercie może nadal nie mogę nazwać się fanką twórczości LemONa, ale jestem pod sporym wrażeniem członków tej formacji. Dlatego z całego serca polecam wyjście czasem na koncert, który nie jest do końca kompatybilny z naszym gustem muzycznym. Otwiera to nasz umysł i zmusza, abyśmy za bardzo nie przyrośli do naszej szuflady. Rekomenduję całkiem przyjemne doznanie. Jakie ja wyniosłam wnioski po konfrontacji z zespołem LemON? Owszem, jest to muzyka wręcz idealna do rozgłośni radiowych. Dalej nie zmienię zdania co do tekstów, które całkowicie mnie nie przekonują. Jest to tylko moja subiektywna opinia, wszak nie każdy lubi słuchać piosenek, które traktują w głównej mierze o miłości. Jednakże muszę przyznać, LemON jest genialnym zespołem koncertowym. Kiedy wśród dymu i przygaszonym blasku świateł pojawił się skrzypek, wiedziałam, że koncert mi się spodoba. Ponownie na scenie pojawiło się sześć osób. Ich niesamowita zespołowość zrobiła na mnie spore wrażenie. Na wyjątkowe uzdolnienie muzyków wskazuje fakt, że cały skład poznał się dopiero na próbie przed nagraniem do Must Be The Music. Wygrana programu mówi sama za siebie.

IMG_1438555351264e76d.jpgIgor Herbut jest bardzo charyzmatycznym i obdarzonym świetnym głosem wokalistą. Bardzo zapunktował u mnie zachowaniem scenicznym i szacunkiem do publiczności. Wydał mi się bardzo skromnym i pokornym artystą, któremu występy sceniczne sprawiają niesamowitą frajdę. To udzieliło się publiczności, w tym również i mnie. Nie będę opisywać poszczególnych członków zespołu, bo wydłużyłoby to niepotrzebnie relację. Wszyscy zrobili na mnie fantastyczne wrażenie. Kolektyw zagrał utwory takie, jak: Wkręceni.. .nie ufaj mi, Nice, Napraw czy Scarlett – po raz pierwszy publicznie w wersji akustycznej. Ten ostatni rozbrzmiał także w ramach bisu, jednakże już w tradycyjnym wykonaniu. Dla mnie ogromnym plusem było zagranie fragmentu Seven Nation Army The White Stripes oraz Song 2 zespołu Blur. W tej drugiej piosence cały zespół pokazał niesamowitą energię, a Igor udowodnił, iż jest wszechstronnym wokalistą. Mogłam też dzięki temu coś zaśpiewać, bo muszę przyznać, że jeżeli idzie o znajomość tekstów grupy, to byłam w przytłaczającej mniejszości.

IMG_14435553512751643.jpgPrzedostatni dzień Juwenaliów AGH udowodnił, że impreza trzyma poziom. Nie ma przypadkowych zespołów, line-up został dobrze przemyślany. Nie wybawiłam się może tak, jak na wcześniejszych koncertach, ale mogłam przemyśleć parę spraw odnośnie muzyki. Space.R jest bardzo obiecującym młodym zespołem, a LemON… Powiem tak: cieszy mnie, że w rozgłośniach puszczają też dobrej jakości muzykę. Wykonywaną przez zdolnych muzyków, a nie syntezatory i auto-tune. Z całą pewnością nie jest to prymitywny pop. Muzycy bawią się popowo-rockowym brzmieniem i czasami udało mi się dostrzec nawet elementy bluesowe czy soulowe.

Na koniec, powtarzając za Igorem Herbutem, przytoczę znaną sentencję: nie chodzi o to, żeby złapać króliczka, ale żeby go gonić. Zatem życzę radości z samego polowania i zachęcam, aby chodzić na koncerty. Wszystkie na jakie tylko macie okazję. Dzięki temu można doznać czegoś nowego i zrewidować trochę swoje poglądy.

Tutaj możecie obejrzeć więcej zdjęć z koncertu.

Komentarze

Powered by Facebook Comments