12767506_1072223042799498_1994614248_n

Hałas zza PM10

2016/02/22

Niczym grzyby po deszczu zaczęły pojawiać się nowe festiwale muzyczne, a co za tym idzie, okres letni przestaje powoli się z nimi kojarzyć. Nie tylko sierpień i otwarta przestrzeń potrafi dostarczyć niezliczonych atrakcji muzycznych, ale również kluby, gdy za oknem pogoda na minusie. Coraz więcej wydarzeń krążących gatunkowo wokół metalu, które pojawiły się w przeciągu kilku ostatnich miesięcy, zwraca coraz większą uwagę na zapotrzebowanie na tę stylistykę wśród słuchaczy. Czy mamy do czynienia z renesansem tego gatunku, można dyskutować godzinami. Noise From Smog wyprzedził konkurencję i wypełnił niszę, w której mogły odnaleźć się krakowskie zespoły. Na jednej scenie, oprócz sławniejszego i większego niż kiedykolwiek wcześniej Terrordome, wystąpiły mniej znane grupy, dla których była to doskonała okazja do zaprezentowania się przed szerszą publicznością.

W trakcie występu Eye of Void dało się zauważyć wyraźną różnicę między starszymi a świeższymi kompozycjami grupy. Pierwsze, zainspirowane korzennym, metalowo-hardrockowym graniem, miejscami nawiązującym do wczesnych nagrań Metalliki. Nowsze wytyczają z kolei nowe ścieżki i eksplorują coraz ciekawsze rejony, łącząc styl grupy znany ze starszych dokonań z inspiracjami stonerowymi. Kwartet to grupa wciąż poszukująca swojego brzmienia i chwała im za to. Aura zuchwałości i butności, jaka towarzyszy im w trakcie gry, zupełnie rozwiewa się, gdy przychodzi im nawiązać kontakt z publicznością pomiędzy utworami. Chłopaki czują się po prostu dobrze na scenie i są pewni swoich zdolności, których nie można im odmówić.

Killsorrow-4.jpgKillsorrow to już zupełnie inna metalowa bajka. Przynajmniej tak można wnioskować po deklaracjach melodyjnego death, które zespół składa na swoim facebookowym profilu. Rzeczywistość, przynajmniej na moje ucho, zaprezentowała się odmiennie. Killsorrow to soczysty kawał metalowego grania, znajdujący się co prawda na zupełnie innej półce niż In Flames czy At The Gates, ale melodyjności nie można im za to odmówić. Największe skojarzenia z metalem śmierci przywołuje wokal. Instrumentarium tymczasem, mimo że pełne harmonii, zahacza bardziej o klasyczne metalowe granie.

Najbardziej doświadczoną ekipą w składzie Noise From Smog był bez wątpienia Whorehouse. Na scenie od ponad 20 lat sukcesywnie dostarczają fanom thrash rodem z Bay Arena, z wpływami hardcore’u. Jako jedni z niewielu w Krakowie i okolicach, pomimo niesprzyjającego środowiska, wciąż trwają przy wypracowanym stylu. Ich występ na Noise From Smog był tylko potwierdzeniem doświadczenia i umiejętności nabytych przez lata.

Dealer-12.jpgDealer nie są tytanami pracy. Nie wypuszczają co rok nowego materiału jak niektóre grupy parające się hardcorem. Jednak w tej na pierwszy rzut oka opieszałości jest pewna metoda. Uzbrajając się w cierpliwość, można być jednak pewnym, że nowy materiał grupy nie będzie iść na skróty. Wiele zespołów hardcorowych stawia na agresję i bijący po fizys przekaz, bagatelizując warstwę instrumentalną, która poświęcana jest na rzecz brutalnego i prostego aranżu. Dealer sprawnie operuje i równoważy wszystkie elementy swojej muzyki. Kapela udowadnia, że można grać jednocześnie wściekle, ale i z większym zaangażowaniem niż punkowe dwa akordy. Słuchając ich tekstów, obcujemy z zajadłym i anty-konsumpcyjnym przekazem, który jednocześnie nie ociera się o karykaturę i groteskę. Ich kompozycje zapadają w pamięć zarówno przy słuchaniu studyjnych nagrań, jak i koncertowych doświadczeniach. Ich występ ociekał wręcz wściekłością, nie była ona jednak bezmyślna, a skierowana precyzyjnie wobec konkretnych wartości. Gdybym miał porównać występ Dealera na żywo z jakimkolwiek innym koncertującym zespołem, byłby to bez wątpienia Converge. Skojarzenie te szczególnie towarzyszyło mi, jeśli chodzi o pracę perkusji. Tekla polskim Benem Kollerem? Porównanie być może karkołomne, ale przysłuchajcie się dobrze twórczości Dealera i powiedzcie mi, że nie mam racji.

Gnida wydała album zatytułowany A.I.D.S. i teraz wszyscy AIDS chcą mieć.” To jedno zdanie rzuca nieco światła na twórczość Gnidy. Bezpośrednią, brutalną, odrażającą, brudną i zdecydowanie nie do kotleta po kościółku. Dla publiczności zgromadzonej na Noise From Smog, koncert grupy był jedną z niewielu okazji zobaczenia ich na żywo. Ciężko stwierdzić, czy ich brzmienie, które miejscami było jedną, potężną ścianą chaotycznego dźwięku, było wykalkulowaną chłodno konwencją czy potknięciem dźwiękowca. Pewne jest, że nie jest to muzyka dla osób mających się za koneserów wysublimowanych dźwięków, a bardziej miłośników bycia przemielonym przez agresywny przekaz i aranż.

Eye-of-Void-5.jpgNa Noise From Smog nie zabrakło wykonawców parających się thrash metalem. Każdy jednak w swoich muzycznych poszukiwaniach eksplorował nieco odmienne rejony tego gatunku. Mastemey najbardziej mógł przypaść do gustu fanom thrashu z silnymi wpływami groove metalu w stylu Machine Head. W trakcie ich występu nie zabrakło numerów szybszych z technicznymi riffami, jak i bardziej balladowych z większym wpływem harmonii. Nie można im odmówić talentu i niezaprzeczalnie dobrego warsztatu, jednak miejscami brakowało mi w trakcie ich koncertu nieco improwizacji, która tchnęłaby jeszcze więcej życia w ich występ.

Kiedy jakieś pół roku temu dane mi było zobaczyć Terrordome w ich rodzinnym mieście Krakowie, odniosłem wrażenie, że uczestniczę w koncercie, na którym publiczność była po całonocnej imprezie poprawinowej, na której nie zabrakło marnego alkoholu. Mierna reakcja publiczności doprowadziła mnie do rozmyślań, czy aby na pewno znalazłem się na koncercie zespołu grającego crossover thrash, czyli teoretycznie muzyki, która powinna powodować ożywione reakcje. Pomimo późnej godziny, takich problemów Terrordome nie doświadczyli na Noise From Smog. Być może było to spowodowane ich sukcesami za granicą, co prowadzi do smutnej refleksji, że dopiero zauważenie ich przez promotorów w Brazylii i Japonii doprowadziło do docenienia ich twórczości w mieście, z którego się wywodzą. Lepiej jednak późno niż wcale, bo crossover, który panowie tworzą, mógłby spokojnie znaleźć się na jednym festiwalu obok takich wykonawców, jak Municipal Waste czy Toxic Holocaust. Ich krakowski koncert był jedynym w Polsce, pomiędzy występami w Brazylii i Osace. Mimo to nie widać było po nich zmęczenia. Uappa, który w trakcie tego wieczoru (a raczej już nocy) wystąpił wyjątkowo jako wyłącznie wokalista, a nie również gitarzysta, pomimo choroby dał z siebie sto procent. Terrordome ze swoim profesjonalizmem i konsekwencją powinien być przykładem dla zespołów aspirujących do miana międzynarodowych gwiazd.

Whorehouse-5a.jpgMimo że festiwali wciąż przybywa, jednocześnie wzrastać powinna liczba wydarzeń związanych z lokalną sceną. Organizatorzy Noise From Smog zapełnili tę niszę. Nie mam wątpliwości, że po tym wydarzeniu zespoły, które miały okazję zaprezentować się na scenie, zyskały kilku fanów. I taką właśnie między innymi misję powinny mieć festiwale takie jak ten.

Mógłbym na koniec zażartować, że poziom smogu tego dnia przekroczył 666% procent dozwolonego poziomu, jednak tego nie zrobię. Nie musicie dziękować.

Więcej zdjęć z koncertu możecie zobaczyć tutaj

Komentarze

Powered by Facebook Comments