23316582_1549960821718525_961042544802811779_n

Folkowy stan skupienia

2017/12/03

Na muzycznej mapie Krakowa pojawił się ledwie dwa lata temu, a dziś jest już rozpoznawalny w różnych zakątkach Polski i nie tylko. Dotychczas z jego twórczością obcować można było wyłącznie na żywo lub za pośrednictwem Internetu. Nastał jednak czas, by utwory Grzegorza Wardęgi – bardziej znanego jako runforrest – trafiły w końcu na namacalne wydawnictwo. Niby jest ich tylko pięć, ale nie można mówić o niedosycie.

Debiutancka EP, zatytułowana po prostu runforrest, to repertuar dobrze znany sympatykom krakowskiego gitarzysty. runforrest od pierwszych dźwięków Butterflies powoduje, że słuchacz ma szczerą ochotę wsłuchać się w muzykę i zbadać wszystkie jej poziomy. Na krążku ma ku temu najlepszą okazję, bowiem dobór piosenek jest pierwszorzędny. Całość jest spokojna i refleksyjna, tworząc idealny nastrój folk popu. Nie jest to jednak folk pop, którym częstują nas komercyjne portale, przekonując o jego niszowości i autentyczności. To nie jest płyta, której można słuchać jadąc autem do pracy i nawet nie zatrzymać odtwarzania przy tankowaniu. Tu nie ma nawet żadnego kawałka, przy którym można się pogibać, a co dopiero robić tło do innych czynności. Tu potrzebne jest skupienie.

A o nie runforrest dba znakomicie. Niby „tylko” wokal i gitara, ale jeśli chodzi o głębię emocji, to bije na głowę lwią część mainstreamu. Na czoło zdecydowanie wybija się Lost, z czystą folkową melodią i fantastyczną linią śpiewu. Jest wyżej niż w pozostałych utworach, a artykulacja (zwłaszcza wersu And If you ask yourself why people disappear) brzmi, jakby pan Wardęga urodził się w pobliżu rzeki Missisipi. Do tego świetne chórki, unoszące się ponad wszystkim jak duchy nocy, o której jest w refrenie.

Z kolei Fall poprzez wyraźniejszą, mocniejszą gitarę jest bardziej bluesowy. Można powiedzieć, że dalej trzyma się wspomniany region, ale z przekazem utożsamiać się może każdy i wszędzie. Inna bardzo ciekawa linia wokalna to z pewnością Butterflies; na strunowym pulsie oparty jest głos jednocześnie delikatny i nieco schropowaciały, jakby do krtani artysty przedostały się drobinki piasku i popiołu.

Wysoki poziom utrzymany jest też w dwóch pozostałych kawałkach. Na Sleep faktycznie może się zrobić sennie, ale głównie przez mieszankę smutku i próby uspokojenia. Nutki bólu słychać także w zamykającym płytę, żywszym niż poprzednie piosenki Stoned On Dylan. Zresztą na uwagę zasługuje samo ułożenie setu; kolejność jest naturalna niczym w przypadku progresywnej suity albo albumu konceptualnego. Co prawda inna konfiguracja nie umniejszyłaby znaczenia żadnego numeru, ale zastosowane na krążku ustawienie jest według mnie optymalne.

Dojrzały materiał krakowskiego muzyka z pewnością poszerzy grono jego odbiorców. Udała się najważniejsza rzecz, którą zrealizować ma EPka: apetyt na pierwsze wydawnictwo zaspokojony i natychmiast zastąpiony przez chęć wysłuchania albumu długogrającego. Kompozycji i nowych pomysłów z pewnością nie brakuje. Chętnie na nie poczekamy.

Komentarze

Powered by Facebook Comments