11210309_937110662977404_1607616900_n

Deszczowa Bożenka

2015/05/11

Kiedy wkroczyłam punktualnie o dziewiętnastej na teren Strefy Plaża, napotkałam na swej drodze jedynie garstkę ludzi. O wiele więcej można było zauważyć w pozostałych częściach Miasteczka Studenckiego AGH. Niestety, znowu tradycyjnie olewano support. Jednak dzięki temu mogłam zająć sobie miejsce tuż przed barierkami i oczekiwać na kijowski zespół O.Torvald, który miał wkrótce pojawić się na scenie.

DSC024365550ba95e56ea.jpgPonownie wykazałam się ignorancją, jeżeli chodzi o śledzenie programów typu talent show, bo po żywiołowej konferansjerce dowiedziałam się, iż rockowy kolektyw wystąpił w Must Be The Music. Okazuje się, że jedynie w Polsce jest to „młoda scena”, albowiem na Ukrainie są czymś w rodzaju muzycznych wyjadaczy. Zespół na swoim koncie ma już cztery płyty, które mocno ugruntowały ich pozycję na rodzimym rynku. Mieli okazję wystąpić na najważniejszych ukraińskich festiwalach jako headliner, więc tym bardziej smutno, że na Juwenalich grali dla garstki ludzi. Cóż… nie od razu Kraków zbudowano.

DSC024585550ba972ad63.jpgBardzo szybko zorientowałam się, że w „tłumie” są głównie Ukraińcy. Również frontman nawiązał rozmowę z publicznością w swoim ojczystym języku. Na szczęście komendy wydawane, aby rozgrzać publikę, jak i opowieści o imprezach są na tyle międzynarodowe, że nie czułam się pominięta. Poza tym, im bardziej muzycy się rozkręcali, tym pod sceną przybywało ludzi. Coraz chętniej też dawali się porwać do wspólnej zabawy. Nie przeszkodził w tym nawet silnie lejący deszcz, z którym przyszło się zmierzyć. Formacja ze swojej strony dawała z siebie wszystko, by wynagrodzić publice zmagania ze ścianą wody. O.Torvald to naprawdę świadomy scenicznie i muzycznie zespół. Mam nadzieję, że już wkrótce będą mogli cieszyć się w Polsce taką sławą, jak w swoich rodzinnych stronach. Mają spore szanse, skoro tłum zażyczył sobie, aby rockowy kwintet bisował.

DSC025265550ba99a6faa.jpgJak przystało na gwiazdę wieczoru, Bracia Figo Fagot pojawili się z ponad półgodzinną obsuwą. Pewnie pozazdrościli ukraińskim kolegom szaleństwa w deszczu, bo jak sami deklarowali, czekali, aż zacznie padać. Oprócz kardiologa mikrofonu i Pavarottiego keyboardu, na scenie pojawiły się pióropusze ognia i kolorowe lasery, które przypominały o tym, że jak grają Bracia Figo Fagot, to musi być na bogatości. Od samego początku ich występu publiczność szalała. Bardzo szybko okazało się, że zgromadzeni znają tekst każdego wykonywanego przez duet utworu. Pomimo wszechogarniającej discogorączki znaleziono czas, aby zaśpiewać klawiszowcowi sto lat z okazji urodzin oraz zgodnie z tradycją przypomnieć, gdzie studiują osoby, które nie skaczą. Prędko można było też zauważyć, że na koncercie BFF nie zabrakło fanów ostrzejszego grania. Nie na próżno mówi się o formacji, że to: „najlepszy polski zespół koncertowy obok Behemotha”.  Sam wokalista nie stronił od śpiewania growlem, dlatego czasami można było zwątpić, na jakim koncercie właściwie się jest. Publiczność przez cały koncert dbała o to, żeby każdy uczestnik otrzymał zdobyczne w postaci siniaków. Pogo, crowd surfing czy ściana śmierci to raczej domena koncertów rockowych, tymczasem na scenie występował zespół, który swoją twórczość klasyfikuje jako disco w rytmie polo. To zjawisko poniekąd może tłumaczyć fakt, że Bartosz Walaszek (Fagot) był niegdyś perkusistą punk-rockowego zespołu TPN 25, a Piotr Połać (Figo) został uznany za najlepszego polskiego muzyka 2014 roku według magazynu Metal Hammer. Jak widać rock to nie tylko muzyka, to stan umysłu.

DSC026165550ba9acb87a.jpgPo wielu toastach „po raz pierwszy”, użalaniu się nad losem ciemiężonych i zdradzonych mężczyzn oraz utyskiwaniu na młodziana wiadomej grupy etnicznej koncert Braci Figo Fagot dobiegł końca. Nie udało im się jednak szybko powrócić do celebrowania urodzin Bartosza, ponieważ  fani aż dwa razy upomnieli się o ich powrót na scenę. Uzupełnili zatem swój występ o kilka nowszych, mniej znanych utworów od hitowej „Bożenki”. Postanowili także powtórzyć discochłostę, która pojawiła się na uwielbianym „Pisarzu miłości” i zdublowali tę piosenkę.

Bracia Figo Fagot to niezaprzeczalnie zespół, który idealnie wkomponowuje się w juwenaliowy klimat. W Internecie co rusz padały zapytania o dostępność biletów na tych jakże eleganckich chłopaków, bo każda pula wyprzedawała się błyskawicznie. Potwierdził to zgromadzony na ich koncercie tłum, który ledwie mieścił się w Strefie Plaża.

DSC026395550ba9b5396d.jpgPomimo przemoknięcia do suchej nitki i posiadaniem różnego typu objawów pokoncertowych – bawiłam się fantastycznie. Co prawda, nie wydaje mi się, aby O.Torvald był najlepiej dopasowanym muzycznie supportem, jednakże cieszy mnie, że mogłam zapoznać się z ich twórczością na żywo. Jedynie klawiszowiec był ubrany tak, że jego outfit idealnie komponowałby się z wyglądem chłopaków z BFF. Niezwykle gustowne nakrycie głowy dobitnie wskazywało na inspirowanie się stylówą Fagota. Zresztą wyczucie modowe „braci” można sklasyfikować jako niezwykle popularne ostatnio połączenie krakowskiego żula z krakowskim studentem. Tak czy inaczej – impreza była przednia, a ja nabrałam ochoty na więcej. Juwenalia! Kto nie pije ten… nie pije.

więcej zdjęć z koncertu można obejrzeć tutaj.

Komentarze

Powered by Facebook Comments