1544337_645175488878863_1893339533_n

Backyard Music

2014/01/29

Powinienem chyba zacząć od przeprosin. Ten tekst powinien był ukazać się pięć miesięcy temu. Po obejrzeniu czwartego filmu z cyklu Backyard Music jasne było dla mnie, że trzeba porozmawiać z ludźmi za to odpowiedzialnymi. Od tego czasu duet Tomek KrukBorys Dubiański, bo o nich mowa, opublikowali jedenaście kolejnych filmików. Spotkałem się z nimi w Klubie Piękny Pies, gdzie w ramach imprezy Talking Dog opowiadali o tym, co robią.

Na początku zapytałem skąd pomysł i jak na niego wpadli. Borys: Trochę to wyszło organicznie. Ja filmowałem i chodząc na koncerty, słuchając niektórych zespołów, myślałem o tym. Tomek na pewno też.

Z racji tego, że panowie wspólnie studiują i znają się długo, rozmawiali wielokrotnie o pomyśle, który pojawił się w ich głowach. Nie od razu jednak doszło do jego realizacji. Tomek: Miałem akurat wypożyczony z uczelni sprzęt do nagrywania, więc zadzwoniłem do Natalii i do Roberta z Missing Part, których wtedy nagrywaliśmy. Zapytałem, czy mają czas, po czym zadzwoniłem do Borysa. Godzinę później byliśmy na miejscu i nagrywaliśmy.

Dwa filmiki z Missing Part w roli głównej nie ukazały się jednak jako pierwsze. Nagraniem otwierającym serię Backyard Music był film z piosenką Utaumichi, śpiewaną przez Hideki Sakomizu. Zaskoczony odwróconą kolejnością zapytałem o przyczynę tej zmiany.

Film z Hidekim pasował według Borysa na początek z prostego powodu: seria nazywa się Backyard Music. Missing Part nagrywane było w mieszkaniu, Hideki natomiast na podwórzu kamienicy, w której mieszkał wtedy Tomek.

Borys: Tamto nagranie pasowało jako pierwsze, bo warunki nam wtedy sprzyjały. To była niedziela, taka megasłoneczna, idylliczna, a do tego ten jego śpiew… Po  prostu perfect sunday. Ale gdyby on miałby być nagrywany jako pierwszy, to prawdopodobnie nigdy byśmy się do tego nie zebrali.

Tomek: Hideki podróżuje po całym świecie i on właściwie był już wszędzie. Był w Stanach, pochodzi z Japonii, Europę zjechał całą, teraz, zdaje się, jest gdzieś w Azji – mam go na Facebooku i widzę zdjęcia to z Iranu, to z Indii…

Borys: On ma misję, żeby zagrać we wszystkich krajach świata i tak sobie jeździ. Kiedy był w Polsce, to był w podróży już od pół roku, a stąd jechał chyba do Budapesztu.

Zapytałem, czy Backyard Music ma jakąś misję. Górnolotne określenie, ale można je bardzo prosto sprowadzić do parteru: po co?

Tomek zaczyna jednak z innej strony: Warto wspomnieć też o tym, że to nie jest projekt, który jest z założenia unikalnym. Na świecie jest bardzo dużo tego typu przedsięwzięć, które są niczym innym jak cyklem nagrań muzyki na żywo. Jest Sideshow Alley gdzieś w Australii, we Francji jest pełno takich kanałów (na przykład: Take-Away Show, SK Session). Nie uzurpujemy sobie prawa do tego, by przedstawiać to jako coś zupełnie nowego. Ale rzeczywiście, jest to na pewno nowe przedsięwzięcie w skali miasta i dosyć rzadkie w skali kraju.

A wzięło się to też z tego, że chcieliśmy zdobyć doświadczenie – dodaje krótko Borys.

Zainteresował mnie dobór artystów do filmików. Hideki Sakomizu, będąc w Krakowie, spał u Tomka w ramach couchsurfingu. Z częścią muzyków znają się osobiście, więc wybór był naturalny, ale Tomek dodaje: Na przykład Scotii z Vladimirskiej nie znaliśmy osobiście przed rozpoczęciem rozmów o Backyard Music. Wiadomo, że to środowisko się cały czas przeplata i każdy jest co najwyżej jeden uścisk dłoni od każdej innej osoby.

Oglądając wszystkie piętnaście filmików cyklu zauważyć można pewien rozwój, to, jak panowie nabierają tempa. Pierwsze filmiki były nagrywane w cichych, niemal intymnych miejscach: Hideki na podwórku, Missing Part w mieszkaniu, Łukasz Zawirski na balkonie jego mieszkania, Hard Times w zdziczałej scenerii okolic starego stadionu na Podgórzu. Następne filmy zostały nagrane już w stricte miejskiej przestrzeni: Kraków Street Band na Rynku, Willy Blake w Bramie Floriańskiej, a Vladimirska na plantach.

Borys: Na początku podchodziliśmy do tego z taką obawą, że nie wiadomo czy cała atmosfera akustyczna nie będzie przeszkodą, ale po Kraków Street Bandzie okazało się, że ona wręcz pomaga.

Tomek: Mamy swoją bazę miejsc, w których wiemy, że kiedyś fajnie byłoby coś nagrać. Dużo jest też takich pomysłów, które czekają jeszcze na wykonawcę, który do tego miejsca przypasuje. Zdarza się tak, że muzyk sam chce zagrać w konkretnym miejscu.

Borys: Przypuszczam, że każdy z nas ma w głowie jakieś miejsca, gdzie chciałby nagrywać. Ja mam ochotę zrobić nagranie na jakimś dachu, żeby była perspektywa z powietrza.

Miejsce nagrywania wybierane jest więc często wspólnie – przez artystę oraz Tomka i Borysa. Kraków Street Band i Willy Blake zostali zarejestrowani w swoich naturalnych środowiskach, w których grają niemalże na codzień. Czasem jednak, jak w przypadku Hard Times, to zespół podsuwa miejsce, w którym odbędzie się sesja.

Tomek: Piotrek Grząślewicz jest taką osobą, która bardzo nas wspiera duchowo i nie tylko. Jest rodowitym krakowianinem i ma ogromną wiedzę na temat różnych fajnych zakątków i pokazał nam parę rewelacyjnych miejscAle to nie jest tak, że te miejsca ułożą się później na mapie w jakiś wzór, nie wiem, w kielnię i cyrkiel.

Sprawdziłem. Faktycznie – kielnia i cyrkiel to to nie jest. Bardziej dolna część Jegomościa tańczącego Kazaczoka. Sami zresztą sprawdźcie.

backyard

W opisie filmu z zespołem Vladimirska w roli głównej pojawia się notka, że jest to najambitniejsza rzecz, którą wspólnie zrobili. Borys twierdzi, że to sesja zrealizowana z największym rozmachem, ale główną tego przyczyną były kwestie techniczne, opisane przez Tomka: To było nagrywane na dwa Zoomy. Wcześniej wszystko mieściło się na jednym Zoomie H4, na tych czterech ścieżkach, jedna stereo i dwie mono, a  teraz to już było sześć ścieżek, w tym dwie stereo.

Zapytałem również o reakcje przechodniów na ich działania. Niektórzy przechodzą obojętnie, niektórzy na chwilę się zatrzymują z zainteresowaniem, a niektórzy… bronią muzyków. W zapowiedzi filmiku z Kraków Street Band w roli głównej widać strażników miejskich podchodzących do zespołu.

Borys: Byłem podbudowany, bo było tam bardzo dużo ludzi, którzy zaczęli nas bronić, rzucać hasła pod adresem straży miejskiej, by zostawili zespół w spokoju i tak dalej.

Tomek jednak podkreśla: Kiedy mamy okazję, to mówimy o tym, że strażnicy miejscy, których widać na tym filmiku, zachowali się w bardzo ludzki i porządny sposób – wykonywali po prostu swoja pracę, sprawdzili pozwolenie i poszli. Nie było żadnych spin ani kwasów, ale oczywiście skoro zostało to uwiecznione na filmie, to głupio byłoby tego nie wykorzystać w humorystyczny sposób.

A jakieś negatywne reakcje?

Tomek: Po pierwszym filmie, który kręciliśmy z Hidekim na moim podwórku, sąsiadka była niepocieszona, dlatego że jej mąż – taksówkarz  akurat wtedy odsypiał noc. Skończyło się na tym, że poprosiła, żeby następnym razem uprzedzić o podobnych akcjach.

Ostatnią rzeczą, o jaką zapytałem, były plany na przyszłość.

Tomek: Myśleliśmy o tym, żeby zwrócić się do miasta z prośbą o wsparcie – filmy takie jak nasze świetnie wpisują się w temat promocji kulturalnej Krakowa.

Borys: Fajnie, gdyby ktoś chciał nas wesprzeć, bo to byłaby dla nas jakaś dodatkowa motywacja.

Tomek: Jeżeli ktoś chce, żeby jego logo znalazło się na końcu jakiegoś filmiku, to jest taka możliwość. Wystarczy tylko dać nam ogromną ilość pieniędzy! Oczywiście wiadomo, że nie chodzi tylko o kwestie pieniężne. Zawsze pojawia się logo Składu Muzycznego, który nam pożycza mikrofony – czy ostatnio też Tryton, który nas wsparł sprzętowo. Jest już więc pewna ilość pomocników projektu Backyard Music.

Podział obowiązków w Backyard Music jest prosty, ale nie trzymają sie go sztywno: Tomek robi miksy, a Borys odpowiedzialny jest za nagrania i montaż wideo. Tomek przyznaje, że czasami również robi jakiś montaż, ale to Borys jest specjalistą w tym temacie. Panowie szukają również kogoś, kto zrobi im logo, chociaż według mnie czaszka, która pojawiła się podczas kręcenia filmu z Hard Times i od tamtego czasu stanowi ich znak rozpoznawczy, jest może nie najbardziej odkrywczym, ale bardzo fajnym logiem. Tomek się z tym zgadza, ale przynaje, że nie noszą jej ze sobą jak amuletu i w związku z tym poszukują czegoś nowego.

Kto jeszcze nie widział (są tacy?), polecam odwiedzić fejsbukowy fanpage Backyard Music, gdzie znajdują się linki do wszystkich opublikowanych dotychczas filmików z serii. A gdyby wśród Was znalazł się ktoś, kto chciałby wesprzeć Tomka i Borysa w ich działaniach – śmiało, bo robią coś, co według mnie jest fantastyczne zarówno technicznie jak i artystycznie. Sami zresztą mówią z dumą o tym, jaką moc rażenia mają ich produkcje – wspomnę tylko o tym, że ich film pojawia się po wejściu na główną stronę internetową Hideki, a Kraków Street Band (z którym, notabene, Tomek od niedawna współpracuje również muzycznie) rozsyła film ich autorstwa, gdy próbuje zorganizować swój koncert.

 

Komentarze

Powered by Facebook Comments