20663751_1060904150712347_8263172165991185182_n

300 % Hańby w Hańbie

2017/08/18

Zeszłoroczny długogrający debiut Zbuntowanej Orkiestry Podwórkowej Hańba pojawił się w większości liczących się zestawień i podsumowań, i to na dość wysokich miejscach. Nic w tym dziwnego, bo udało im się na tym albumie oddać to, co w nich najlepszego – energię i punkową wściekłość, którą dotychczas można było zrozumieć dopiero po zobaczeniu Hańby na żywo. Kując żelazo póki gorące panowie, w towarzystwie Pani Izoldy – impresario zespołu (bardzo wyraźnie podkreślają jej rolę, chwała im za to) zagrali dwie trasy po Stanach Zjednoczonych, pojawili się na najważniejszych (nie tylko polskich) festiwalach, zarówno tych „tradycyjnych” jak i showcase’ach i zagrali sporo koncertów klubowych. Nie dziwi więc fakt, że oczekiwania wobec drugiej płyty były wysokie.

Oficjalna premiera Będą bić! – bo taki tytuł ma ta płyta – odbędzie się 25.08, ale można ją już nabyć, tak jak w przypadku poprzedniczki, za pośrednictwem Anteny Krzyku. Wyśrubowane oczekiwania wobec następczyni świetnego debiutu objawiają się zawsze mimowolnym porównywaniem obu wydawnictw, czemu i ja uległem. Zacznijmy od tego co na zewnątrz. Trzykolorowa okładka wydaje się być nieco bardziej współczesna i, choć w prosty i skuteczny sposób nawiązuje do tytułu i sama w sobie może się podobać (a nawet powinna, wkładka i układ tekstów zresztą też – minimalizm zawsze się sprawdza) to wizualnie poprzedniczka podobała mi się bardziej. Pierwsze wrażenie brzmieniowe również nie było najlepsze, wydaje się bowiem, że album brzmi gorzej od debiutu. Ale to tylko pierwsze wrażenie. Im dalej w las tym bardziej okazuje się, że Będą bić! pełna jest już nie przypuszczeń, a pewności, że faktycznie bić będą. Z każdym utworem robi się coraz duszniej, ciężej, smutniej, straszniej. Jedenaście numerów (a są one tak spójne, tak do siebie pasujące, że ciężko wyróżnić którykolwiek) przelatuje momentalnie i kończy się tak, że faktycznie słychać warkot nadlatujących samolotów i rytmiczny marsz nadchodzących wojsk. O debiucie mówiono, że jest przerażająco aktualny i chichotem historii jest, że teksty napisane prawie sto lat temu nadal są aktualne. Cóż, to prawda, ale okazuje się, że od zeszłego roku nastroje społeczne się pogorszyły i ta płyta to oddaje. Nie ma już tutaj wesołkowatego nastroju, jest za to widmo zbliżającej się katastrofy. I takie też uczucie zostawiłaby ta płyta gdyby nie sprytnie umieszczony na końcu utwór Hoży i świeży. Jest to jedyny numer na całej płycie, który jest w jakiś podstępny sposób wesoły. Być może właśnie dlatego to on promuje album i został umieszczony na końcu, jako dodatek, bo nie ma go przecież na okładkowym spisie numerów?

Kilkukrotne przesłuchanie płyty zaciera pierwsze wrażenie wywołane okładką i brzmieniem. Ba! Oba okazują się być jednak wartościami in plus. Brzmienie, bo okazuje się, że Będą bić! nie jest ładnym, wypucowanym na błysk w studio nagraniem, a Hańba brzmi tutaj jakbyśmy faktycznie słuchali jej na jakimś podwórku, w bramie czy na placu. Jest więc brudniej, ciemniej, „gorzej” a jednak lepiej. Na tej płycie Hańba zdaje się bardziej krzyczeć „jest do dupy, wysadźmy rząd w powietrze” podczas gdy debiut miał klimat bliższy do „jest do dupy, chodźmy na wino” i, biorąc to pod uwagę cieszę się, że okładka nie jest taka szara i mroczna jak poprzednia. Może chociaż to, i przebojowe Hoży i świeży, nieco równoważą ten ciężki klimat. Mam nadzieję, że bić jednak nie będą, a album przyniesie Hańbie dużo zielonych dolarków ślicznych. Bo że znów pojawią się we wszelkiej maści podsumowaniach – to więcej niż pewne.

Komentarze

Powered by Facebook Comments